Wyprawa do Japonii to za każdym razem niesamowite przeżycie. Ten odległy kraj, mimo, że otwiera się coraz bardziej na turystów i coraz w nim więcej „zachodu”, wciąż zachwyca oryginalnością, kulturą, cudnymi budowlami.

Idealnie byłoby zwiedzić Tokio na piechotę, tyle tam ciekawych uliczek, małych sklepików, klimatycznych knajpek, że aż strach pominąć. Przepiękne ogrody zen, takie jak Happo-en sprawiają, że zapomina się o pośpiechu, tłumie, który jeszcze przed chwilą przelał się na stacji metra. Mimo iż w tle widać wieżowce, tu można posłuchać szmeru strumyka, zatrzymać się przy kilkusetletnich drzewkach bonsai, popatrzeć na barwne karpie koi pluskające się w stawie i uczestniczyć w niezwykłej ceremonii parzenia herbaty.

Czas jaki wybraliśmy na swój wyjazd nie był oczywiście przypadkowy. To czas Hanami czyli oglądania kwiatów. Mieszkańcy Tokio celebrują kwitnienie wiśni piknikując tłumnie w parkach i fotografując drzewa. A my fotografowaliśmy ich :). Jako miłośnicy księgarni obowiązkowo musieliśmy zajrzeć na Jimbocho, gdzie znajdziecie niemal wszystko co zostało wydrukowane – od plakatów filmowych z lat 70-tych, po współczesne manga. Zaś dla wielbicieli ceramiki japońskiej stworzono Kappabashi czyli ulicę ze sklepikami oferującymi miseczki, kubeczki, wszelkiego rodzaju naczynia, a także narzędzia i tekstylia używane w gastronomii.

Na ulicach spotykaliśmy kobiety ubrane w odświętne kimona, wciąż można się przejechać rikszą, odwiedzić świątynie i zobaczyć tradycyjne uroczystości. To jedno, tradycyjne oblicze miasta.

Drugie oblicze Tokio jest skrajnie nowoczesne. Ludzie pędzący do metra, choć następne będzie za 4 minuty, biznesmeni w garniturach i krawatach wychodzący wieczorami z głośnych salonów gier, pulsująca światłami Akihabara, nowoczesna wyspa Odaiba – to oczywiście też robi wrażenie.

Jeśli będziecie kiedyś w Tokio, zajrzyjcie koniecznie do małych knajpek, gdzie zwykle stołuje się tylko lokalna społeczność dzielnicy czy wręcz ulicy. Odniosłam wrażenie, że wystroju nie zmieniano tam od lat, a właścicielka zna wszystkich swoich klientów. Sama też wszystkich obsługuje i kasuje należność, kucharzowi pozostawiając „jedynie” gotowanie. Zresztą stolików jest tam mało i jedna salka z tatami, gdzie można posiedzieć w większym gronie, oczywiście obuwie pozostawiając na zewnątrz. Z tymi butami to w ogóle cała historia:wchodzimy do restauracji, znajdującej się na drugim piętrze budynku, a tu witają nas szafki i kelner uprzejmie pokazuje, że mamy tam schować obuwie. Dalej więc wchodzimy w skarpetkach. Na ulicach i w metrze często spotykamy eleganckie kobiety w klapiących szpilkach przynajmniej o rozmiar za dużych, chyba właśnie po to, aby je szybko zrzucać.

Ostatnią niedzielę spędzamy w Parku Yoyogi, mam wrażenie, że ze wszystkimi mieszkańcami Tokio. Tłumy są tam niesamowite, większość biesiaduje pod kwitnącymi drzewami, inni stoją w kolejkach do straganów z miejscowymi smakołykami. Napotykamy na grupę „Elvisów” tańczących rock’n rolla, w przeróżnym wieku, mima w samej przepasce na biodrach i ulicznego artystę grającego muzykę z Harrego Pottera.

Po tygodniu mamy w głowie tyle wrażeń i emocji, że potrzeba było czasu, aby wszystko poukładać.

W powrotnym samolocie linii Japan Airlines miła niespodzianka – jedna ze stewardess to Polka, Asia, która ogromnie cieszy się na widok rodaków, zasypuje nas pytaniami, opowiada o sobie i rozpieszcza nas jak tylko może.

Aż w końcu powrót do domu i jedyna przyjemność jaka nam jeszcze została to oglądanie przywiezionych pamiątek :).

Discussion

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *