Kiedy byłam małą dziewczynką, warzywa i owoce kupowane na targu były zawsze ekologiczne i świeże. Nie musiały przemierzać setek kilometrów, by trafić do naszego garnka. Oprócz targu mieliśmy jeszcze dostęp do licznych owocowych sadów i dużego, babcinego podwórka z jabłonią, wiśnią i grządkami pełnymi świeżych marchwi. Do dziś pamiętam ich smak i kolor. Powracam do nich często pamięcią. I może trochę ta nostalgia, ale głównie jednak świadomość tego, skąd trafia do nas dziś żywność, oraz potrzeba zaszczepienia tej wiedzy w moich dzieciach, skłaniają mnie do stałego poszukiwania tego, co w jedzeniu najbardziej wartościowe.

Idea otwartych sadów czy też farm, w których samodzielnie można nazrywać owoce lub warzywa staje się coraz bardziej popularna. W Wielkiej Brytanii przybywa miejsc, gdzie całymi rodzinami przemierza się grządki truskawek, porzeczek, agrestu czy buszuje między jabłonkami, by nie tylko spędzić razem mądrze czas, ale również uświadomić skąd pochodzi to, co później ląduje na naszym talerzu. W zależności od sezonu, możliwości jest naprawdę cała masa. Przed podróżą warto jednak odwiedzić stronę wybranej farmy, by móc dobrze zaplanować pobyt. Przy odrobinie szczęścia załapiecie się jeszcze na świeże ciasto z owocami i filiżankę herbaty w pobliskiej kafejce lub wydrążycie dynię na święto Halloween.

I pamiętajcie, że po przyjemności zbierania nadchodzi przyjemność konsumowania. To osobiście moja ulubiona część programu.  Jeśli więc brakuje Wam pomysłu na rodzinny weekend, gorąco polecam tę formę!

 

Discussion

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *