Z Markiem Woźniakiem spotykamy się u mnie w domu, oczywiście przy stole. Nasza rozmowa od razu
schodzi na temat jedzenia. Marek robi sery, nalewki, warzy piwo, wędzi mięsa i ryby, piecze chleby.
Prowadzi swoją stronę na Facebooku: Wiklinowy kosz. Ciekawi mnie, skąd to zamiłowanie do gotowania
i przebywania w kuchni.

Marek: Zaczęło się od jedzenia w domu. Kiedy mama gotowała, to ja ją troszkę podglądałem, a więc
podwaliny dała mi ona. Natomiast moje podejście do gotowania zaczerpnąłem od kolegi. Kiedyś byłem
u niego i poczęstował mnie nalewką. Była przepyszna. Pomyślałem: skoro on potrafi, to może i ja mogę. I
faktycznie, zaczęło się to wszystko od nalewek.
Wtedy też zauważyłem, że można piec czy przyrządzać inne potrawy eksperymentując. Pamiętam taką
sytuację: byłem u tego kolegi w domu i on akurat robił chleb. Zjadł ogórka kiszonego, a tę wodę, która
mu została z ogórków wlał do tego ciasta. Miał też pełno słoiczków z ziołami i tak wziął trochę tego,
trochę tamtego, namieszał i pyszniejszego chleba nie jadłem.
Podobnie z warzeniem piwa: wiedziałem, że jest coś takiego jak chmiel, jak drożdże. I nagle się okazało,
że są różnego rodzaju chmiele i można uzyskiwać różne smaki albo odpowiednią goryczkę.
– Skąd czerpiesz przepisy?
M: Wiele się nauczyłem od mojej teściowej – ona robiła bardzo dobre mięsa. Poza tym lubię też sam
poczytać, żeby mieć jakąś podstawę do tego eksperymentowania. Ja nie lubię powtarzalności, nie chcę
aby kolejny produkt był taki sam jak poprzedni. Robienia serów z kolei nauczyłem się na kursie, w
pewnym gospodarstwie agroturystycznym, gdzie mieliśmy dostęp do mleka prosto od krowy.
Fantastyczną sprawą są też fora społecznościowe.
– Czy w czymś się specjalizujesz?
M: W tej chwili to przede wszystkim wędliny. To robię najczęściej. Bo z nalewkami jest bardzo mało
roboty. Z kolei warzenie piwa zajmuje bardzo dużo czasu. W dodatku mam piwnicę dwie klatki dalej
(śmiech), a jedno warzenie piwa to 25l. Mam taki wielki garnek, który trzymam w piwnicy, skrzynki,
kapslownicę. A wędliny czy ryby to produkty, które można szybciej przygotować i to na wiele sposobów.
Sery, wędliny, pasztety, chleby, to są rzeczy, które spokojnie robimy sobie sami, z produktów, które ja
wybieram. Nie zawsze są to produkty, które wyrosły u mnie na działce.
– Czy były czasy, kiedy coś się nie udawało?
M: Pewnie. Cóż, nie zawsze się wszystko uda. Jak mówiłem, lubię eksperymentować i raz wychodzi coś
pysznego, a raz coś, czego rodzinie i znajomym nie dajemy.
– Czy żona gotuje w kuchni razem z Tobą czy raczej kuchnia to Twoje królestwo?
M: Kuchnia jest moim królestwem. Żona inaczej niż ja podchodzi do gotowania. Musi mieć przepis i
według tego przepisu działa. Natomiast eksperymentowanie zostawia mi. Żona owszem, ugotuje obiad,
ale jeśli trzeba zrobić zalewę do mięsa, to już moja działka.
– Dla kogo gotujesz?
M: Dla rodziny.
– A imprezy dla znajomych?
M: A to też. Ale w dzisiejszych czasach wszyscy są zabiegani. Bardzo trudno jest znaleźć taki moment,
żeby się spotkać i pobyć razem.
– Kuchnia nasza polska?

M: Nasza polska, tradycyjna, ale dobieram sobie do tego przepisy, modyfikuję, dodaję ziół, które nie
pochodzą z Polski.
Czasem myślimy z żoną, że zjedlibyśmy coś nowego, czego jeszcze nie jedliśmy. Bierzemy wtedy jakąś
książkę, albo odpalamy internet i szukamy.
– Czy masz swoją kulinarną mapę Opola?
M: Nie, ale nie dlatego, że nie ma ciekawych miejsc, tylko dlatego, że nie bywam w takich miejscach. Z
racji tego, że w Opolu nie bardzo mam gdzie zabrać moją żonę, która nie je glutenu.
– Skąd nazwa Wiklinowy kosz?
M: Od prawdziwego wiklinowego kosza, który dostałem w prezencie od mojej żony. Mieszkamy przy
ruchliwym skrzyżowaniu z piszczącymi światłami. I wymyśliliśmy sobie, że aby oderwać się od tego
zgiełku, będziemy jeździć na pikniki. Ten kosz miał być takim koszem piknikowym. Do kosza zawsze
kładliśmy coś dobrego. I stąd nazwa Wiklinowy kosz.
– Czyli lubisz się dzielić swoją wiedzą i tym co robisz?
M: Jest wiele osób, które chciałyby może korzystać z mojej wiedzy. Poszukują przepisów, patrzą i myślą:
ja też bym chciał coś takiego robić, ale nie wiem jak zacząć, jak do tego podejść. I ja chciałbym pokazać,
że to się da zrobić, tak normalnie, w domu; że każdy może zrobić sobie chleb, każdy może zrobić sobie
ser i to nie jest duży problem, trzeba tylko chcieć.

Discussion

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *