Mam sentyment do farm wszelakich – tych roślinnych, zwierzęcych, małych i dużych. Bliskość świata roślin i zwierząt gospodarskich nie była mi nigdy obca. Przeciwnie, była czymś bardzo naturalnym, z czym obcowaliśmy często. I bardzo lubię wracać do tych dziecięcych wspomnień. Pełno w nich cennej nauki, poszanowania natury i życia z nią w zgodzie. Po dziś dzień, choć już dużo bardziej świadomie, poszukuję miejsc, które dadzą mi namiastkę tych młodzieńczych lat. Były więc sady owocowe i zbieranie owoców, farmy zwierząt i przyszła pora na miejsca, w których troska o ziemię i to, co w niej rośnie i z jej dobrodziejstw żyje odgrywa kluczową rolę dla jej założycieli. A gdy do tego dodamy jeszcze piękną estetykę, cudowne przetwory z własnych upraw, piękny hotel i restaurację, odkryjemy miejsce idealne – Daylesford.

Do Daylesford wróciliśmy już po raz drugi. Nie mogłam się oprzeć. To jedno z tych miejsc, do których chce się wracać. Tym razem przyjechaliśmy, by uczestniczyć w cudownym, letnim pikniku, którego każdy detal wydawał się być dokładnie przemyślany. Gdzie nie spojrzałam widziałam piękno. W malutkich stoiskach z tamtejszymi produktami, pachnących świeżością kwiatami z tutejszych upraw, grządkach truskawek, które zrywaliśmy łakomie i otwartej stodole pełnej sztuki tworzonej przez zaproszonych artystów.

To miejsce ma tak wiele do zaoferowania: przepiękny hotel dla gości, którzy chcieliby zostać tam dłużej, wspaniałą restaurację kuszącą pyszną kuchnią, a także rozmaite warsztaty m.in. florystyczne i kulinarne. Będziemy tam wielokrotnie wracać. A wy, jeśli kiedykolwiek znajdziecie się na angielskiej ziemi, koniecznie odwiedźcie Cotswolds i to magiczne miejsce.

Discussion

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *